Kultura, praca, profesje – trzy wizje przyszłości, które spotykają się dzisiaj

W latach 90. Adam i Barbara Smithowie opublikowali książkę „Kultura przyszłości”. W tym czasie w Polsce książka ta nie do końca została zrozumiana. Pojawiła się w czasie, gdy dopiero otwieraliśmy się na Zachód i na globalizację i gdy mieliśmy zapóźnienie technologiczne. Kilkanaście lat później, w 2004 roku, Thomas Malone z MIT opublikował „The Future of Work”, pokazując jak zmieniać się będą same struktury organizacji. Wreszcie w 2015 roku ojciec i syn – Richard i Daniel Susskindowie – napisali „The Future of the Professions”, skupiając się na tym, jak technologia zredefiniuje rolę ekspertów.

Czytaj dalej Kultura, praca, profesje – trzy wizje przyszłości, które spotykają się dzisiaj

Ciekawe zapowiedzi na 2015

Ciekawe zapowiedzi na 2015 rok:

1. How to Fly a Horse – Kevin Ashton (20 stycznia)

Książka kolesia, który stworzył określenie “internet rzeczy” (w słowniku co prawda Internet nadal pisany jest wielką literą, ale chyba już nie w tym kontekście). Zapowiada się bardzo ciekawie. Jeśli nie możecie się doczekać, to spróbujcie posmakować na jego stronie http://kevinjashton.com/

2. Getting to Yes With Yourself – William Ury (20 stycznia)

Współautor książki sprzed 22 lat „Getting to Yes”, tym razem już samodzielnie pisze o negocjacjach z samym sobą. Może być bardzo ciekawie. Więcej na jego stronie http://www.williamury.com/

3. Bold – Peter Diamandis i Steven Kotler (3 luty)

Wapółautorzy „Abundance” kują żelazo póki gorące. Nowa książka w 3 częściach.

W pierwszej koncentrują się na nowych technologiach, które z młodych ludzi tworzą miliarderów. Będzie o drukarkach 3D, o sztucznej inteligencji, o robotach, o sieciach i o biologicznych odkryciach. Część druga będzie o psychologii i tu zapowiada się jeszcze ciekawiej, bo będzie to w kontekście przemyśleń Larry Page’a, Elona Muska, Richarda Bransona i Jefa Bezosa. Diamandis podzieli się też swoimi sekretami, dzięki którym „będziemy mogli dołączyć” do tej grupy 🙂 Co będzie w trzeciej części? – jeszcze nie wiem. Coś czuję, że będę musiał przeczytać z obowiązku, ale zbyt wiele się po tym „dziele” nie spodziewam. Wedle notki wydawcy mają być tzw. „best practices”, a to słowo powoduje u mnie odruch wymiotny… (kiedyś to może opiszę)

4. Yes, And – Kelly Leonard i Tom Yorton (3 luty)

Połączenie improwizacji komediowej ze szkoleniami biznesowymi ma uczyć pracowników korporacji innowacji i kolaboracji. Ma być też lekarstwem na stres dla atletów. Nie wiem co z tego urodzić się może, ale wygląda mi na jakąś książkę narzędziową dla trenerów biznesu. Autorzy obiecują 8 zasad improwizacji, które mają potencjał by być receptą na całe życie.

5. The XYZ Factor red. Nancy Lublin i Alyssa Ruderman (3 luty)

Będę musiał zapewne przeczytać by zrozumieć generację millennialsów (13-25 lat). Opisuje doświadczenia zebrane w ramach https://www.dosomething.org/. Przyznaję, nie ogarniam.

6. Act Like a Leader, Think Like a Leader – Herminia Ibarra (10 luty)

Tę książkę sobie chyba odpuszczę, to znaczy nie będę jej czytał w całości. Przeczytałem fragmenty i nie pociąga mnie zupełnie. Odkrycie akademickie polega na tym, by najpierw działać, a dopiero potem myśleć – ma to pozwolić na naukę poprzez doświadczenia.

UWAGA: przeczytam tylko wtedy, gdy ktoś mnie przekona, że naprawdę warto.

7. Better Than Before – Gretchen Rubin (17 marca)

Tę książkę również sobie odpuszczę. Wedle marketingowego przekazu autorka ma zdradzić jak skutecznie zmienić nawyki i stać się młodszym, piękniejszym, oszczędniejszym, itd. itp. Wolę iść pobiegać 🙂

8. Work Rules! – Laszlo Bock (7 kwietnia)

Szef HR Googla odsłoni tajemnice dotyczące jego poletka. Opisze jak prowadzą rozmowy kwalifikacyjne, jak zatrudniają, motywują, oceniają, wynagradzają, rozwijają, promują i utrzymują pracowników. Fiu! Zapowiada się ciekawie.

9. Surprise – Tania Luna i Leeann Renninger (7 kwietnia)

Niech mnie dziewczyny zaskoczą!

10. No One Understands You and What to Do About It – Heidi Grant Halvorson (14 kwietnia)

Raczej nie mam takich problemów i pewnie dlatego nie będę tej książki czytał. Ale niektórym może się przydać. Pani doktor obiecuje, że wytłumaczy jak komunikować się prosto i przejrzyście.

11. The Eureka Factor John Kounios i Mark Beeman (14 kwietnia)

Książki o mózgu, a szczególnie takie o momentach Eureki mogę połykać w dużych ilościach. Zapowiada się bardzo ciekawie.

12. The Road to Character – David Brooks (21 kwietnia)

Moralność jest ostatnio dość modnym tematem i na tę książkę czekam z dość dużym oczekiwaniem. David Brooks znacznie lepiej pisze niż mówi, więc poprzeczkę stawiam dość wysoko.

Jak działa Google?

Jeśli nie czytaliście jeszcze książki Erica Schmidta, to przynajmniej zobaczcie tą rozmowę autorów o książce z Marissą Mayer.

A poniżej moja recenzja

Eric Schmidt i Jonathan Rosenberg napisali książkę, która na pierwszy rzut oka wygląda jak kolejny podręcznik zarządzania oparty na sukcesie jednej firmy. Takie książki mają zwykle krótki termin przydatności. Opisują praktyki organizacji, która odniosła sukces, a następnie przedstawiają je jako uniwersalne zasady. „Jak działa Google” jest jednak ciekawsza, ponieważ nie koncentruje się wyłącznie na tym, co Google robi, lecz próbuje wyjaśnić, dlaczego tradycyjne metody zarządzania coraz gorzej pasują do gospodarki opartej na wiedzy, technologii i innowacji.

Autorzy są insiderami. Eric Schmidt jest CEO Google od 2001 roku, a Jonathan Rosenberg odpowiadał za rozwój produktów. Piszą więc z pozycji ludzi, którzy uczestniczyli w przekształcaniu młodej firmy internetowej w jedną z najważniejszych korporacji świata. To zarazem największa zaleta i największa słabość książki. Czytelnik otrzymuje dostęp do sposobu myślenia kierownictwa Google, ale nie może oczekiwać chłodnej, krytycznej analizy. Obaj mają znaczące pakiety akcji i to też nie pozostaje bez wpływu na książkę.

Centralną postacią książki jest „smart creative”, czyli pracownik łączący wiedzę techniczną, rozumienie biznesu, kreatywność i zdolność samodzielnego działania. To nie jest klasyczny specjalista zamknięty w swojej dziedzinie ani menedżer, który przede wszystkim koordynuje pracę innych. To człowiek, który rozumie produkt, klienta, technologię i model biznesowy, a przy tym nie potrzebuje szczegółowych instrukcji.

Zdaniem Schmidta i Rosenberga organizacja przyszłości powinna być budowana właśnie wokół takich ludzi. Nie należy ich nadmiernie kontrolować, lecz trzeba im stworzyć warunki, w których będą mogli szybko eksperymentować, wymieniać informacje i podejmować decyzje. W tym sensie książka jest frontalnym atakiem na tradycyjny model korporacyjny: wielopoziomową hierarchię, rozbudowane procedury, politykę organizacyjną i władzę opartą na dostępie do informacji.

To przesłanie brzmi dziś przekonująco. Internet rzeczywiście przyspieszył cykl życia produktów, obniżył bariery wejścia i zwiększył siłę klientów. Firma nie może już zakładać, że jej pozycja rynkowa będzie chroniona przez skalę działania, przez markę albo przez sieć dystrybucji. Może zostać zaatakowana przez przedsiębiorstwo, które jeszcze kilka lat wcześniej nie istniało. W takich warunkach przewagą staje się nie tyle posiadanie planu, ile zdolność szybkiego uczenia się.

Autorzy przekonują, że strategia powinna zaczynać się od produktu. Najpierw należy stworzyć coś rzeczywiście wartościowego dla użytkownika, a dopiero później szukać sposobu monetyzacji. To podejście dobrze oddaje historię Google, które zbudowało swoją pozycję dzięki jakości wyszukiwarki, a następnie stworzyło wokół niej model reklamowy.

Ta zasada ma jednak ograniczenia. Google może sobie pozwolić na eksperymenty, ponieważ dysponuje ogromnymi zasobami finansowymi i bardzo rentownym podstawowym biznesem. Firma przemysłowa, bank czy średniej wielkości przedsiębiorstwo usługowe nie zawsze może przez długi czas rozwijać produkt bez jasnego modelu przychodowego. „Najpierw użytkownik” jest dobrą zasadą orientacyjną, ale nie zwalnia z pytania o ekonomiczną trwałość przedsięwzięcia.

Najbardziej praktyczne rozdziały dotyczą rekrutacji. Autorzy twierdzą, że zatrudnianie ludzi jest zbyt ważne, aby pozostawić je wyłącznie działowi personalnemu lub bezpośredniemu przełożonemu. Każdy nowy pracownik wpływa na jakość całej organizacji, dlatego kandydat powinien być oceniany przez kilka osób, także spoza zespołu, do którego ma trafić.

Szczególnie cenna jest zasada, aby zatrudniać ludzi lepszych od siebie. W wielu firmach działa mechanizm odwrotny. Menedżerowie wybierają osoby kompetentne, ale nie na tyle silne, aby zagrozić ich pozycji. W efekcie organizacja stopniowo obniża poziom. Google stara się temu przeciwdziałać, oddzielając decyzję rekrutacyjną od interesu jednego przełożonego.

Autorzy są też nieufni wobec nadmiernie precyzyjnych opisów stanowisk. W szybko rozwijającej się firmie zakres obowiązków zmienia się szybciej niż struktura organizacyjna. Lepiej zatrudnić osobę zdolną do uczenia się niż idealnie dopasowaną do obecnego stanowiska. Jest to jedna z tych zasad, które można zastosować także poza branżą technologiczną.

Interesujące są również rozważania o podejmowaniu decyzji. Google chce być organizacją opartą na danych, ale autorzy nie traktują danych jako substytutu myślenia. Fakty mają dyscyplinować dyskusję, nie kończyć jej automatycznie. Zachęcają do sporów, kwestionowania opinii przełożonych i unikania pozornego konsensusu.

To ważna uwaga, ponieważ wiele firm deklaruje otwartość, a w praktyce nagradza zgodność. Schmidt i Rosenberg proponują model, w którym przed podjęciem decyzji konflikt jest pożądany, ale po jej podjęciu organizacja powinna działać wspólnie. Taki model wymaga jednak wysokiego poziomu zaufania i dojrzałości. W organizacji o silnej polityce wewnętrznej spór o idee łatwo zmienia się w konflikt personalny.

Książka dużo mówi o transparentności. Informacja nie powinna być narzędziem władzy, lecz zasobem dostępnym szeroko. Pracownicy mają rozumieć, co dzieje się w firmie, jakie są priorytety i dlaczego podejmowane są określone decyzje. Cotygodniowe spotkania z kierownictwem, otwarte pytania i częsta komunikacja mają ograniczać powstawanie silosów.

Także tutaj pojawia się pytanie o skalę. To, co działało w młodym Google, może być trudniejsze w organizacji zatrudniającej dziesiątki tysięcy ludzi. Im większa firma, tym większe ryzyko, że otwartość zamieni się w nadmiar informacji, a szeroka dyskusja w spowolnienie decyzji. Autorzy dostrzegają ten problem, ale nie poświęcają mu tyle miejsca, ile należałoby oczekiwać.

„Jak działa Google” jest również książką o szybkości. Lepiej zbudować nieidealny produkt, udostępnić go użytkownikom i poprawiać na podstawie ich reakcji, niż przez wiele miesięcy pracować nad rozwiązaniem doskonałym. To filozofia bliska metodom zwinnego zarządzania i koncepcji lean startup.

Wiele firm mogłoby skorzystać z takiego podejścia. Organizacje często przeceniają koszt błędnej decyzji, a nie doceniają kosztu zwłoki. Zbyt długie analizy dają poczucie bezpieczeństwa, ale mogą prowadzić do utraty rynku. Trzeba jednak pamiętać, że nie każda branża pozwala na wypuszczanie niedoskonałych wersji produktu. W oprogramowaniu błąd można naprawić aktualizacją. W bankowości, medycynie czy transporcie lotniczym koszt takiego błędu może być znacznie wyższy.

W książce wyraźnie pobrzmiewa przekonanie, że innowacja wymaga tolerancji dla niepowodzeń. Autorzy odróżniają błąd wynikający z eksperymentu od błędu będącego skutkiem zaniedbania. Pierwszy może być wartościowy, jeśli prowadzi do szybkiego uczenia się. Drugi nie powinien być usprawiedliwiany kulturą innowacji.

To trafne rozróżnienie. W wielu organizacjach „prawo do błędu” jest albo całkowicie negowane, albo używane jako wygodne hasło. Schmidt i Rosenberg przypominają, że eksperyment powinien mieć hipotezę, mierzalne wyniki i granice ryzyka. Innowacyjność nie oznacza dowolności.

Największą słabością książki jest ton samozadowolenia. Google występuje tu niemal jako wzorcowa organizacja, która dzięki inteligencji, otwartości i koncentracji na użytkowniku nauczyła się unikać typowych błędów korporacji. Autorzy wspominają o porażkach, ale zwykle przedstawiają je jako element procesu uczenia się, a nie dowód głębszych napięć.

Brakuje mocniejszego pytania o sprzeczność między deklaracją działania w interesie użytkownika a modelem biznesowym opartym na reklamie i gromadzeniu danych. Google twierdzi, że najpierw służy użytkownikom, ale to reklamodawcy są źródłem przychodów. Książka nie analizuje szerzej ryzyka, że interes obu grup może się kiedyś rozejść.

Nie znajdziemy tu również pogłębionej refleksji nad rosnącą pozycją rynkową firmy. W 2014 roku Google nie jest już buntowniczym startupem. Jest globalną korporacją dominującą na rynku wyszukiwania internetowego, mobilnych systemów operacyjnych i reklamy cyfrowej. Organizacja, która zaczynała jako przeciwnik skostniałych struktur, sama staje przed ryzykiem ich stworzenia.

To właśnie napięcie jest najciekawszym, choć nie do końca rozwiniętym tematem książki. Czy firma może utrzymać kulturę eksperymentowania, gdy zatrudnia kilkadziesiąt tysięcy ludzi? Czy transparentność przetrwa wzrost skali? Czy menedżerowie nadal będą zatrudniać ludzi lepszych od siebie, gdy stawką stanie się władza w jednej z najważniejszych firm świata? Czy koncentracja na użytkowniku pozostanie najważniejsza, gdy oczekiwania inwestorów będą coraz większe?

Na te pytania książka nie daje przekonujących odpowiedzi. Autorzy opisują przede wszystkim mechanizmy, które pozwoliły firmie rosnąć. Mniej uwagi poświęcają temu, jak chronić kulturę, gdy organizacja sama staje się instytucją.

Mimo tych zastrzeżeń jest to jedna z ciekawszych książek o zarządzaniu. Nie dlatego, że zawiera gotowy model do skopiowania. Próba kopiowania Google byłaby zresztą nierozsądna. Firma działa w szczególnej branży, zatrudnia wyjątkowo selekcjonowanych ludzi i dysponuje zasobami, których większość organizacji nie ma.

Wartość książki polega na czymś innym. Zmusza nas do zadania kilku niewygodnych pytań w odniesieniu do naszej organizacji. Czy najlepsi pracownicy w naszej firmie mają wystarczającą autonomię? Czy informacja krąży swobodnie, czy może jest źródłem władzy i dlatego bywa racjonowana? Czy rekrutujemy ludzi lepszych od siebie? Czy spory dotyczą idei, czy pozycji? Czy procedury pomagają działać, czy jedynie chronią menedżerów przed odpowiedzialnością? Czy szybkość uczenia się jest ważniejsza od zgodności z planem?

Google wydaje się organizacją, która najlepiej zrozumiała logikę gospodarki cyfrowej. Nie wiadomo jeszcze, czy jej model okaże się trwały. Być może największym testem nie będzie dalszy wzrost, lecz zdolność uniknięcia losu firm, które sama wcześniej wyprzedziła.

Książkę „Jak działa Google” gorąco polecam. Od obu autorów można się sporo nauczyć.

Nowomowa nie tylko podatkowa

Cytat z opinii eksperta:

Możliwość zakwalifikowania do kosztów uzyskania przychodów każdego wydatku, ponoszonego w związku z prowadzoną działalnością gospodarczą, należy rozpatrywać w świetle przesłanek zawartych w art. 22 ust. 1 updof i art. 15 ust. 1 updop.

Z zawartej w tych przepisach definicji kosztu uzyskania przychodu wynika, że warunkiem zaliczenia określonego wydatku do kosztów podatkowych jest zaistnienie związku przyczynowo-skutkowego pomiędzy poniesieniem danego wydatku (kosztu) a przychodem. Związek ten musi polegać na tym, że poniesienie tego wydatku albo faktycznie ma, albo przynajmniej potencjalnie może mieć wpływ na powstanie przychodu lub zwiększenie jego wysokości, lub też na zachowanie albo zabezpieczenie źródła przychodów. Ponadto, poniesienie wydatku musi znajdować gospodarcze uzasadnienie, które trzeba oceniać na podstawie racjonalnych i obiektywnych kryteriów.

Jednocześnie określony wydatek nie może być wymieniony odpowiednio w art. 23 updof i art. 16 ust. 1 updop, zawierającym katalog wydatków i kosztów, które niezależnie od celu ich poniesienia, w żadnych okolicznościach nie są uważane za koszty uzyskania przychodu.

Równie dobrze ekspert mógł napisać: „masło jest masłem, jeśli zrobione jest z masła – masłem nie jest jeśli nim nie jest” Wygląda na to, że cały wysiłek edukacji (szkoła, gimnazjum, liceum, uniwersytet, aplikacja, kursy dokształcające) poszedł na to, by sformułować masło maślane w taki sposób, by dla postronnych wydawało się, że ma to jakiś głębszy sens. Zapewne większość ludzi dojdzie do wniosku, że trzeba zatrudnić jakiegoś super wykształconego specjalistę, który powie że jakiś określony wydatek jest kosztem podatkowym albo nim nie jest.

Gdy George Orwell pisał powieść „1984”, stworzył założenia dla nowomowy – odsyłam do książki (odnośnik do darmowej e-książki w j. angielskim w różnych formatach), bądź choćby do definicji w wikipedii: http://pl.wikipedia.org/wiki/Nowomowa. Orwell postawił bardzo prawdziwą hipotezę, że przez eliminację niepożądanych słów można będzie manipulować zachowaniem społeczeństwa. Czytaj dalej

Lektury menedżera

Lektury menedżeraChciałbym zachęcić wszystkich do polubienia strony społeczności na Facebooku Lektury menedżera i do aktywnego dzielenia się wnioskami z przeczytanych pozycji.

Jeśli ktoś nie lubi FB, to na LinkedIn także funkcjonuje grupa pod takim samym tytułem i choć uzbierało się już 214 członków, to poza mną mało kto chce tam prowadzić dyskusję o książkach. Dla zwolenników LinkedIn link znajduje się tutaj.

Czytaj dalej Lektury menedżera

Konkurencji gratuluję!!!

Steve Jobs by IsaaksonJuż jutro w księgarniach pokaże się polska edycja biografii Steva Jobsa. Kupcie ją koniecznie!

Przeczytałem ją dwukrotnie – pierwszy raz na Kindle i ponownie w twardej oprawie. Jutro będę ją czytał po raz trzeci! Tym razem po polsku i mam nadzieję, że będzie starannie wydana. Przy pierwszej lekturze byłem nieco zawiedziony. Spodziewałem się ujawnienia jakichś nowych informacji – Isaacson miał bowiem bezprecedensowy dostęp do Jobsa. Nic takiego nie znalazłem. Napisałem krótką recenzję, w której:

Czytając, cały czas miałem wrażenie déjà vu. Być może dlatego, że wcześniej przestudiowałem wszystkie wcześniejsze biografie założyciela Apple. Obejrzałem też prawie wszystkie wywiady, filmy, prezentacje. Dzięki internetowi miałem taki sam dostęp do materiałów źródłowych jak autor – być może dlatego zawiedziony jestem, że tak mało jest w tej książce informacji niedostępnych publicznie. A przecież napisana została na wyraźne życzenie Jobsa. To bohater wybrał swego biografa.

Gdy kilka dni później dotarła książka w twardej oprawie, proces czytania wyglądał już zupełnie inaczej. Zaletą tej książki jest jej wyważenie. Autor, konfrontował wspomnienia Jobsa z innymi uczestnikami wydarzeń i choć czasem opis różni się od uprzednio opublikowanych, wersja zaprezentowana w książce ma dla nas olbrzymią wartość. Czytaj dalej

Kryzysowe lektury

Kryzysowe lektury

W tym tygodniu czytałem zaległości – książki, do których przeczytania nie mogłem się wcześniej zmusić. I chyba powinienem był zaufać instynktowi i zostawić te tomy na półce. Czytanie na siłę było błędem, bo po takiej lekturze trudno zachować optymizm.

Ponownie dochodzę do przekonania, że chyba lepiej być głupim i nieświadomym, bo wtedy zaczyna działać wzór na pieniądze. Czytaj dalej

Kryzys dobry jest…

Pani Haniu, proszę sprawdzić jak mój skok wpłynie na cenę akcjiDo kryzysu można podchodzić tak, jak na ilustracji obok – potraktować go jako wydarzenie, które zrujnuje naszą firmę, karierę, majątek…

Ale można też podchodzić inaczej.

Można, jak ten trader cieszyć się, że wreszcie nadchodzi. Dziennikarze BBC nie wiedzieli jak zareagować na jego radość w ubiegły wtorek:

Czytaj dalej

Regan Press TV

W tym tygodniu bawiliśmy się w telewizję, realizując nasz pierwszy program z serii „Lektury menedżera”.

Na pierwszy ogień poszła niezła mieszanka – każdy menadżer przebył inną drogę (i tu w pojęciu menedżera uwzględniam również Panie!), każdy miał coś innego do powiedzenia, choć wszystkim zadaliśmy podobne pytania! Czytaj dalej

Najlepsze książki biznesowe roku według Bloomberga

Bloomberg opublikował przedwczoraj listę 50 najlepszych biznesowych pozycji, wydanych po 1 stycznia 2009 roku. W mojej ocenie pominęli wiele ciekawszych książek, ale cóż – product placement robi swoje. Na liście pojawiają się oprócz dobrych pozycji także i takie, które mają lepszy marketing. Publikuję listę jak leci z moimi drobnymi uwagami. Nad własną listą biznesowych bestselerów usiądę dopiero w lipcu. Czytaj dalej