W finansach istnieje prawo, które powinno wisieć nad biurkiem każdego menedżera: wartości nie da się stworzyć przez księgowe sztuczki, fuzje czy zmianę struktury własności. Wartość można stworzyć tylko przez akceptację wyższego ryzyka i decyzje, które generują wyższe przepływy pieniężne lub poprzez obniżenie ryzyka dla finansujących, które skutkować będzie obniżeniem kosztu kapitału. By zrozumieć proces kreowania wartości, musimy pamiętać o dwóch podstawowych zasadach.
To pytanie wraca jak bumerang – od sal wykładowych po fora inwestorów. Z jednej strony mamy teorię efektywnego rynku (Efficient Market Hypothesis, EMH), która od ponad pół wieku stanowi fundament finansów. Z drugiej – codzienność rynków, na których ceny zachowują się tak, jakby rozum był towarem deficytowym.
Natknąłem się wczoraj na strukturę nazywaną techniką Feynmana. Chodzi o to, by skomplikowane zasady wyjaśnić w jak najprostszy sposób. Opisał to później James Gleick, w książce „Genius: The Life and Science of Richard Feynman” (1992).
„Feynman miał zwyczaj przepisywania każdego tematu, którego chciał się nauczyć, tak jakby pisał własny podręcznik dla kogoś, kto nic o tym nie wie.”
Z tego wzięła się później „technika Feynmana” – i cztery kroki:
Wybierz temat,
Wytłumacz go prosto,
Zidentyfikuj luki,
Uporządkuj i uprość.
Postanowiłem zastosować tę metodę do wyjaśnienia modelu wyceny aktywów kapitałowych (CAPM)
W świecie finansów jest kilka idei, które zyskały niemal religijny status. Jedną z nich jest Net Present Value (NPV) – wartość bieżąca netto. To pojęcie powtarzane jak mantra w podręcznikach, modelach inwestycyjnych i bankowych arkuszach kalkulacyjnych. Ale czy rzeczywiście NPV wciąż wyjaśnia, jak tworzy się wartość?
W zarządzaniu finansowym często słyszymy o „sukcesie mierzalnym liczbami.” Jednak gdy spojrzymy głębiej, sukces to coś więcej niż tylko liczby na ekranie. 🖥️
Przygotowując biznesplan czy analizę budżetową, zadaję sobie trzy pytania, które pomagają odkryć prawdziwy potencjał danej decyzji:
1️⃣ Jakie są potencjalne scenariusze wzrostu i ryzyka? Nie tylko best case i worst case, ale realistyczne scenariusze pośrednie, które często są bliższe rzeczywistości. 2️⃣ Czy mamy elastyczność budżetową? Czy jesteśmy gotowi na nieprzewidziane wydatki lub konieczność ograniczenia budżetu w trakcie? 3️⃣ Jakie są realne, długoterminowe korzyści? Często kuszą nas szybkie zyski, ale czy na pewno inwestycja jest opłacalna za 5–10 lat?
Wielu menedżerów jest tak skoncentrowanych na bieżących wynikach, że zapomina, iż stabilność to proces, a nie moment w czasie. Sukces finansowy zależy od planowania z perspektywą na zmiany.
👥 Ciekaw jestem, jak Wy podchodzicie do tych decyzji finansowych w swoich firmach? Macie podobne podejście, czy korzystacie z innych strategii?
Generalnie ceny mamy prawie najniższe, choć oczywiście nasza siła nabywcza jest niższa niż w Europie Zachodniej. Ciekawe jest jednak coś innego. Na pierwszy rzut oka widać, że w każdej kategorii najdrożej jest w Chinach. Za koszulę na zdjęciu, Chińczyk musi zapłacić dwa razy tyle co Polak.
Przypomniało mi się, gdy na początku lat 90-tych pojawiły się w Polsce pierwsze sklepy Ikei – wtedy to my płaciliśmy podwójnie w porównaniu do Anglików i prawie trzy razy tyle co Francuzi. Ale wtedy w naszym kraju te sklepy były ewenementem. Do pierwszej Ikei w al. Jerozolimskich – blisko Dworca Centralnego – przyjeżdżali ludzie z całej Polski. Rodziny przyjeżdżały do Ikei tak jak Amerykanie jeżdżą do Disneylandu.
Chciałbym napisać, że to dobry sygnał, że traktowani jesteśmy jako stabilny, dojrzały rynek. Prawda jest chyba inna – wydaje mi się, że polska Ikea ma po prostu dobrych menedżerów i że szwedzka centrala ma do nich zaufanie. Coś na ten temat mogę powiedzieć, bo kiedyś ich szkoliłem i nie sądzę by zaszły tam jakieś istotne zmiany.
Przy okazji, jeśli ktoś jest zainteresowany darmowym kursem z kształtowania polityki cenowej, to proszę o kontakt. W przyszłym tygodniu będę testował nowy kurs na moim nowym portalu szkoleniowym http://miropress.org/ i pierwsza edycja będzie za free. Z bloga znikną też stare artykuły, które do końca maja są jeszcze dostępne. Zgłoszenia proszę na maila, bo nie działa jeszcze funkcja automatycznego logowania.
Wczoraj wsłuchałem się w prezentację wyników finansowych FB za pierwszy kwartał. Jeśli dodamy to tego 3-4 slajdy, to wystarczy by zrobić super analizę w kilka minut. Więcej już nic nie potrzeba.
Tesco ogłosiło właśnie najgorszy wynik w swojej historii – strata 6,4 miliarda GBP.
W sumie, nie dziwię się – ale o tym później. Co mnie dziwi, to analitycy, którzy od razu zaczynają myśleć o redukowaniu kosztów.
Tesco chief Dave Lewis needs to keep shutting stores, slash staff numbers and drop less popular products, reckons Mike Dennis, retail analyst at City firm Cantor FitzGerald.
Analityk sugeruje, by Tesco:
zamknęło 200 sklepów w celu redukcji kosztów – pozwoli to dodatkowo zaoszczędzić 40 mln GBP na restrukturyzacji centrów logistycznych.
skróciło swoje cykle płatności wobec dostawców, by wymusić na nich ostrą redukcję kosztów – takie działanie ma pozwolić im na redukcję cen i odzyskanie klientów kupujących u tańszej konkurencji.
zredukowało zatrudnienie (w domyśle o połowę!!!) – analityk podał informację, że Aldi UK ma dwa razy większą sprzedaż na pracownika.
ograniczyło powierzchnię sklepów.
Po prostu – słów mi brakuje. Jak analityk ze znanego banku inwestycyjnego może pleść takie bzdury? Szkoda, że nie był na tyle odważny by zalecić zamknięcie wszystkich sklepów, zwolnienie wszystkich ludzi i sprzedaż wszystkich nieruchomości. Wtedy koszty spadłyby do zera, a zyskowność sprzedaży poszybowałaby w kierunku nieskończoności…
Na szczęście inwestorzy trochę inaczej odebrali informację o stratach i dziś cena akcji Tesco rośnie o +2%.
O funduszach VC pisałem już wielokrotnie, choć dziś, w ramach aktualizacji materiałów szkoleniowych, przyszła pora, by raz jeszcze zerknąć na ten temat. Czytaj dalej Fundusze Venture Capital raz jeszcze
Jakiś czas temu zauważyłem, że endomondo w moim telefonie zamilkło. Przestało mi podawać czas i tempo po każdym przebiegniętym albo przejechanym kilometrze. Dziś szedłem przez las, więc mogłem spokojnie sprawdzić co i jak.
Otóż, po zainstalowaniu aktualizacji aplikacji dostałem wersję bardziej zubożoną niż to, co miałem uprzednio w telefonie. Do tego więcej autoreklam, które co chwila wyświetlają się i zachęcają mnie do wykupienia abonamentu premium. A przecież miało być za darmo i tak pięknie:
Wyraźnie mówi, że trener głosowy jest za darmo. Niestety, pokazuje też wykresy, które dostępne są wyłącznie w wersji premium – to trochę jakby fałszywa reklama.
Aplikacja jest rewelacyjna. Bez dwóch zdań!
Rozprzestrzeniła się też wirusowo! Nie zobaczycie nigdzie reklamy endomondo – nie ma ich w prasie, w radiu w telewizji… Nie zobaczymy też banerów reklamowych na stronach. Podejrzewam, że budżet reklamowy jest znikomy. W moim osobistym przypadku, zostałem zaproszony przez kolegę do rywalizacji „biegający trenerzy biznesu”. I choć na początku miałem pewien problem z zaakceptowaniem ustawień prywatności, wkrótce endorfiny rozwiały mój strach. Była to chyba najczęściej używana przeze mnie aplikacja w telefonie. Aż do dziś. Sam też polecałem na prawo i na lewo.
Przyznaję, dziś trochę się wnerwiłem. Przypomniało mi się też przysłowie z przedszkola – „Kto daje i zabiera, ten się w piekle poniewiera„. Gdyby endomondo oferowało odpłatnie nowe, stale ulepszane usługi, wtedy bym przeanalizował, czy dostaję wartość dodaną, za którą będę chciał dodatkowo płacić. Przyznaję, bliski byłem wykupienia wersji premium w momencie, gdy musiałem sam biegać – bez mojej Akademii Biegania – ale teraz nastawiony jestem na nie.
Płacę i tak swoimi danymi, które firma zbiera za darmo i które sprzedaje za spore chyba pieniądze. Mają mój wiek, moją wagę, kilometraż, tempa, miejsca w których biegam, zawody w których uczestniczę, z kim biegam – w sumie mają takie informacje, za które powinni mi płacić. Zwłaszcza, że firma założona została przez trójkę konsultantów z McKinsey & Company. A ci, wiedzą doskonale ile warte są zbierane przez nich informacje!
W ubiegłym roku, jeden z założycieli mówił, że po osiągnięciu 20 milionów użytkowników mają wystarczające przychody by rozwijać serwis bez dodatkowego kapitału zewnętrznego. Mam wrażenie, że spoczęli na laurach. I choć zauważają, że istotnym czynnikiem jest usługa społecznościowa, to wygląda na to, że nie robią nic by w tym kierunku rozwijać serwis – a szkoda. Zdaje się, że wybrali już kierunek – próbują teraz wydoić 20+ milionów użytkowników i przy okazji przywiązać ich do nowego zegarka.
Zerknąłem jeszcze na politykę prywatności by zobaczyć czy tam znajdę jakieś tropy, co może się dziać z moimi danymi. I tu takie drobne zaskoczenie:
Ups. Przetłumaczone tylko części marketingowe portalu, a treść umowy już tylko w j. angielskim. Celowo? Przez przypadek? Zbyt chyba są inteligentni by zostało tak przez zwykłe zaniedbanie. Hmm. Utwierdzam się w przekonaniu, że być może pora znaleźć jakiś alternatywny produkt.
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.