Tesco ogłosiło właśnie najgorszy wynik w swojej historii – strata 6,4 miliarda GBP.
W sumie, nie dziwię się – ale o tym później. Co mnie dziwi, to analitycy, którzy od razu zaczynają myśleć o redukowaniu kosztów.
Tesco chief Dave Lewis needs to keep shutting stores, slash staff numbers and drop less popular products, reckons Mike Dennis, retail analyst at City firm Cantor FitzGerald.
Analityk sugeruje, by Tesco:
- zamknęło 200 sklepów w celu redukcji kosztów – pozwoli to dodatkowo zaoszczędzić 40 mln GBP na restrukturyzacji centrów logistycznych.
- skróciło swoje cykle płatności wobec dostawców, by wymusić na nich ostrą redukcję kosztów – takie działanie ma pozwolić im na redukcję cen i odzyskanie klientów kupujących u tańszej konkurencji.
- zredukowało zatrudnienie (w domyśle o połowę!!!) – analityk podał informację, że Aldi UK ma dwa razy większą sprzedaż na pracownika.
- ograniczyło powierzchnię sklepów.
Po prostu – słów mi brakuje. Jak analityk ze znanego banku inwestycyjnego może pleść takie bzdury? Szkoda, że nie był na tyle odważny by zalecić zamknięcie wszystkich sklepów, zwolnienie wszystkich ludzi i sprzedaż wszystkich nieruchomości. Wtedy koszty spadłyby do zera, a zyskowność sprzedaży poszybowałaby w kierunku nieskończoności…
Na szczęście inwestorzy trochę inaczej odebrali informację o stratach i dziś cena akcji Tesco rośnie o +2%.
O co więc w tym wszystkim chodzi? Czytaj dalej Rekordowa strata Tesco
Przyznam, że po raporcie spodziewałem się więcej, niż w nim znalazłem. Autor raportu otrzymał od sądu wynagrodzenie 40 milionów USD, czyli mniej więcej po 13 tysięcy dolarów za stronę. Przedmiotem raportu był bank, który do niedawna uważany był za jeden z bardziej innowacyjnych – zakładałem więc, że czegoś nowego o kreatywnej rachunkowości się nauczę.
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.