W tym tygodniu bardzo ciekawe informacje płyną z Chin. Najpierw pojawiła się informacja, że chiński premier pogroził Obamie za zwiększanie deficytu. Potem informacja o danych ekonomicznych dla chińskiej gospodarki, które przerosły oczekiwania nawet największych optymistów. W październiku wzrosła sprzedaż detaliczna, przy spadających cenach. O 16,1% wzrosła też październikowa produkcja przemysłowa r/r. Wygląda na to, że 8% wzrost gospodarczy zostanie osiągnięty bez większych problemów.
Przez zupełny przypadek znalazłem dziś ciekawy blog o Chinach http://biznesazja.bblog.pl/ Nie miałem niestety czasu na szczegółową lekturę, ale z tego co zobaczyłem zapowiada się nieźle. Wbrew tytułowi bloga, nie jest to tylko blog biznesowy. Moją uwagę przykuły szczególnie recenzje książek. Muszę dodać ten blog do mojego czytnika i będę zapoznawał się z nim w wolnych chwilach.
Obym się mylił, ale po dzisiejszym ogłoszeniu, że Renault produkować będzie w Indiach samochody tańsze niż Tata Nano, wydaje mi się, że obrano w tej firmie niewłaściwy kierunek strategiczny.
Chyba najciekawsza ze wszystkich przeczytanych w tym tygodniu książek. Zmusza do myślenia!
Książka została wydana już ładnych parę lat temu. Kilka razy przymierzałem się do jej zakupu, choć z jakiegoś powodu zawsze odkładałem ją na półkę i wybierałem coś innego. Żałuję!
Ale jak to mawiają buddyści – wszystko ma swój czas i swoje miejsce. Widocznie mój czas nadszedł dopiero teraz, a książka znajdzie swoje miejsce na półce podręcznej. Zamierzam bowiem do niej powracać, bo oprócz tego, że łatwo się czyta i stanowi świetne lekarstwo na odreagowywanie rzeczywistości, naprawdę kieruje proces myślowy na nowe tory i prowadzi do ciekawych i niespodziewanych wniosków.
Wszystkim gorąco polecam – zwłaszcza że w salonach Taniej Książki jest ponoć dostępna za 14,50 zł.
Dziś gościem głównym był Timothy Garton Ash. Dość ciekawe spotkanie, choć z pytających tylko jeden przygotowany był merytorycznie do dyskusji – Piotr Czauderna, dziecięcy chirurg. Najgorzej wypadła Barbara Szczepuła z Dziennika Bałtyckiego, przez którą przemawiała lokalna zaściankowość i zazdrość, że to zburzenie muru berlińskiego uważane jest jako koniec komunizmu.
Z tegorocznego Aeropagu najciekawsza była ponoć debata, w której nie mogłem uczestniczyć. Zamierzam ją jednak obejrzeć w TVN24. Mam też nadzieję, że twórcy gdańskiego aeropagu wpadną na pomysł, by oprócz wydawnictw książkowych umieścić na stronie www linki do programów kręconych przez telewizję, bądź choćby same mp3.
Po celowej przerwie i odtruciu umysłu od internetu muszę nadrobić zaległości. Zacząłem od odpowiedzi na maile, których trochę się uzbierało… Zostało jeszcze jakieś 2000 do przeczytania i jakoś trudno mi jest zejść poniżej tej granicy… Dużo zapowiedzi książek po targach… nowe katalogi do przejrzenia, a także stos nowych, pachnących farbą drukarską książek, który uzbierał się na moim biurku podczas ostatniego miesiąca szkoleń… Nie ma mowy bym to nadrobił przed Świętami.
Od strony wydawniczej, trzy nowe pozycje są już w stadiach finalnych. Przyszło też dziś pierwsze rozliczenie od Olesiejuka. Nie tak, jak z poprzednim dystrybutorem, gdzie nie mogłem się doprosić zestawienia sprzedaży przez jakiś tydzień po terminie. W umowie mamy zapis, że rozliczają się do 10-go każdego miesiąca i 10-go dostałem rozliczenie sprzedaży. Zapowiada to niezłą współpracę. Czasem trzeba jednak spowolnić, by móc potem przyśpieszyć. To tak jak z wchodzeniem w zakręt. Jeśli się przed zakrętem nie wyhamuje, to prawa fizyki potwierdzają się w praktyce – wylatujemy z drogi. Tak więc przyhamowanie miało sens. Za każdym okrążeniem będziemy coraz lepiej poznawać drogę i kolejnym razem znane zakręty pokonywać będziemy z większą prędkością.
Mam teraz tydzień przerwy od szkoleń. Od niedzieli kolejny wyjazd i od 5 do 7 dni tygodniowo x 8 godzin dziennie i tak prawie do Świąt. Na szczęście teraz szkolenia w większości z bankiem, którego nazwy nie mogę publicznie wymieniać (klauzula o poufności). Bank ten zatrudnia naprawdę dobrych ludzi i w trakcie szkoleń bardzo przyjemnie mi się z nimi pracuje. Nie to co w innym banku, w którym prowadziłem niedawno szkolenie – gdzie wieje PRL-em dosłownie i w przenośni. Ale, jak to mówią, ryba psuje się od głowy, a prezes tego banku… uff, lepiej nie mówić… już samo myślenie o nim może człowieka całkowicie zdołować, albo wyprowadzić z równowagi.
Blogi – udało mi się trochę podgonić na http://jasinski.blogbank.pl. Trochę zaległości odrobiłem też w projekcie Lektury menedżera, choć w zasadzie jest to praca na lata. Postanowiłem też wszystko skonsolidować pod jednym dachem, choć na razie poszukuję formatki, która pozwoli mi osiągnąć to co chciałbym zrobić. Pisząc posta i nadając mu odpowiednią kategorię, chciałbym by trafiał na właściwą podstronę. Jeśli ktoś trafia do mnie po komentarze ekonomiczne – nie musi przedzierać się przez książki… Jeśli chce więcej o ryzyku bankowym – także będzie mógł za jednym kliknięciem trafić na odpowiednią podstronę… Przyzwyczaiłem się już do wordpressa i nie wiem, czy chce mi się uczyć obsługi jakiegoś pełnowartościowego CMS-a. Ale nad tym projektem posiedzę prawdopodobnie dopiero w ostatnim tygodniu grudnia.
Cóż, wygląda na to, że niczego nie możemy się nauczyć z historii…
Kraje wysoko-uprzemysłowione uzgodniły właśnie, że nadal wspierać będą swoje gospodarki tanim pieniądzem. Pompujemy w ten sposób kolejną bańkę spekulacyjną. Najlepszy w tej chwili biznes, to pożyczać USD, inwestować w EUR i gdy dolar się osłabia, oprócz zysku wywołanego popytem na akcje mamy jeszcze zysk z różnic kursowych. Im bardziej dolar się osłabia, tym większe jest prawdopodobieństwo, że Chiny przejdą na rozliczenia w EUR i w konsekwencji spowoduje to dalsze osłabienie dolara. To z kolei spowoduje, że w USA wzrośnie inflacja, bo dotychczas tanie importowane towary staną się droższe i cykl nam się zamknie, a właściwie napędzi ponownie.
Inwestorzy zapomnieli już o konsekwencjach „carry trade” dla Islandii i wydaje im się, że ryzyka nie ma.
A na razie wygląda to następująco:
Dow Jones Industrial
Być może nie widać tego na powyższym wykresie, ale dziś amerykańskie indeksy biły tegoroczne rekordy. DJI w ciągu dnia wyskoczył 200 pkt w górę. Na godzinę przed zamknięciem statystyka wyglądała następująco:
Kurs otwarcia: 10,020.62
Min – Max dzienne: 10,020.62 – 10,221.88
Min – Max roczne: 6,440.08 – 10,157.90
Jutro zapewne szczytować będą indeksy europejskie (powód: carry trade + ogólny optymizm i wiara w koniec recesji).
Jest tylko jedno ale…
… W tym samym czasie, gdy indeksy akcji pięły się w górę, w górę ruszyła cena ropy, która dziś w ciągu dnia przekroczyła 80 USD za baryłkę. Na dzisiejszej sesji swój historyczny szczyt zaliczyło też złoto, osiągając 1,109.90 USD za uncję.
Być może się mylę, ale taka zbitka faktów nie świadczy dobrze o przyszłości USD i amerykańskiej gospodarki. Jeśli jestem w błędzie, to może ktoś mądrzejszy spróbuje mi to wytłumaczyć.
Po miesiącu bardzo intensywnej pracy na wyjeździe i po tygodniowej odtrutce od internetu postanowiłem podnieść naturalny poziom endorfin i jednocześnie:
wypróbować pewną teorię w praktyce,
wesprzeć polską gospodarkę i przyczynić się do poprawy danych makro,
przeprowadzić osobiście badanie stanu sektora handlu detalicznego
Udałem się więc wraz z żoną na szaleńcze zakupy. Poniżej raport z realizacji projektu od końca: czytaj dalej
W miarę wzrostu podaży pieniądza, naturalną konsekwencją jest jego dewaluacja. Podobnie dzieje się chyba z wiedzą. Codziennie jej ilość przyrasta. Teoria, nad którą Newton się trudził latami musi zostać zrozumiana i przyswojona przez dzieci w szkole podstawowej.
Jednocześnie uniwersytety wypuszczają coraz więcej absolwentów. Ilość doktorantów przyrasta niemalże w trybie geometrycznym. Jeśli trend ten się utrzyma, to niedługo będziemy obsługiwani w sklepach przez profesorów od handlu detalicznego, którym pomagać będą doktorzy habilitowani.
W ekonomii jak i w przyrodzie zaobserwować można naturalne cykle. Niestety nikomu nie udało się jeszcze odkryć i opisać systemu, który tymi cyklami steruje. Tak jak nie wiemy, co ma wpływ na okresowy przyrost populacji lemingów, tak nie jesteśmy w stanie przewidzieć kiedy dany cykl się zakończy i kiedy rozpocznie się nowy. Możemy to zrobić dopiero po fakcie, gdy nowy cykl rysuje się już wyraźnie na wykresach analityków technicznych.
Próby przewidywania są nadal dość zero-jedynkowe: będzie wzrost albo będzie spadek. To trochę tak jak obstawianie na kolory w kasynie – padnie na czerwone, bądź na czarne… Można albo uniknąć obstawiania, albo zaryzykować i postawić na jeden. Większość ekonomistów próbuje teraz obstawiać kolory niechlujnie rzucając żetony na stół. Robią to tak, by móc potem powiedzieć, że chcieli obstawić drugi kolor, ale nie udało im się trafić. Teorię mieli właściwą, tylko siła grawitacji została na czas rzutu zakłócona.
Zadzwoniła do mnie wczoraj kobieta z banku. Usilnie próbowała mi sprzedać dość duże kredyty… przez telefon. Wystarczyło tylko aktywować, bo limity przyznano mi in absentia. czytaj dalej
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.