Komunikacja TP SA z klientami i stracony czas

Dziś około godziny 10:00 rano otrzymałem ostatniego maila. Pomyślałem sobie, że pewnie siadł mi serwer. Straciłem pół dnia by wszystko posprawdzać. Jeden serwer, drugi serwer, router, switche, by wpaść w końcu na pomysł wykonania telefonu na błękitną linię. W kilka minut mój problem został rozwiązany… Okazuje się, że mają jakąś krytyczną awarię, z którą nie mogą sobie poradzić. Problem nie jest więc mój, tylko ich. Szkoda tylko, że nie umieścili informacji o awarii na swojej stronie.  Zaoszczędziłoby to kilka godzin mojego czasu…

Raz jeszcze dostałem nauczkę, że nigdy nie można polegać na pojedynczym dostawcy. Pora pomyśleć o szybkiej dywersyfikacji i o przeniesieniu „secondary name server” poza sieć TPSA…  A swoją drogą – praktyka czyni mistrza. Znów dziś nauczyłem się czegoś o administrowaniu serwerem…

Mój hołd dla zmarłych górników

O wczorajszej katastrofie górniczej dowiedziałem się dopiero dziś w drodze z Warszawy do Gdańska. Przypomniała mi się moja pierwsza wizyta w kopalni i zjazd pod ziemię. Było to już kilkanaście lat temu, choć do tej pory wspomnienie tej pierwszej wizyty pozostaje w mojej pamięci. Dla większości z nas warunki w jakich pracują górnicy pozostają abstrakcją – po prostu bez fizycznego doświadczenia, trudno jest sobie wyobrazić trud ich pracy. Nawet, pomimo mechanizacji, warunki pracy pod ziemią uczą pokory. czytaj dalej

Wieczorny „dokształt”

Czwartkowy wieczór spędziłem na seminarium zorganizowanym przez marketingowo.pl, Anusz Interim oraz BNI Polska pod patronatem Szkoły Biznesu Politechniki Warszawskiej.

3 strategie dla Twojego biznesu na dziś i na jutro. Przyjdź i poznaj trzy wyjątkowe koncepcje nowoczesnego podejścia do rozwoju biznesu. Przekonaj się jak staną się użyteczne i przydatne dla Ciebie…

– kusiła reklama. Tematy prezentacji także wydały mi się interesujące: czytaj dalej

Miedwiediew chce zmienić Rosję

Wczoraj, koncentrując się na zachodnim kryzysie, przeoczyłem prawie bardzo ciekawy artykuł w Wall Street Journal o Rosji. Artykuł opisuje przemówienie wygłoszone przez prezydenta na spotkaniu z dziennikarzami. Najpierw jednak pewien wykres, który pomaga zrozumieć rosyjską gospodarkę i rozterki prezydenta.

Rosyjska gospodarka bazuje na cenie ropy
Rosyjska gospodarka bazuje na cenie ropy

W skrócie, Miedwiediew chce zdystansować się od Putina i przebudować Rosję – gospodarczo i politycznie. Oryginał artykułu znajduje się tutaj, a ja będę musiał to gruntowniej przebadać. Kluczowe dla nas pytanie – jak zmienią się nasze relacje z Rosją?

Dzisiejszy wpis w wielkim skrócie, bo mam ograniczony dostęp do internetu

Pierwsza rocznica upadku Lehmana

Gazety próbują nas ostatnio przekonać o tym, że kryzys już się zakończył. Ben Bernanke (FED) i Mervyn King (Bank of England) wygłosili dziś przemówienia z których wynika, że najgorsze mamy za sobą. Wczoraj prezydent Obama uderzał w podobne nuty, choć ostro napierał na zmianę systemu regulacji instytucji finansowych i parafinansowych.
Czytaj dalej, oglądaj

Obama krytykuje bankowców

W tytule celowo napisałem bankowców (jako pracowników banków), a nie bankierów (jako właścicieli banków). Różnica między tymi słowami zatraciła się w ostatniej dekadzie, bo poza nielicznymi wyjątkami, większość banków miała zróżnicowany akcjonariat – celowo jednak postanowiłem utrzymać rozdzielność semantyczną.

W rok po wydarzeniu inicjującym kryzys największe banki są własnością państw, które je ratowały. Obama twierdzi, że winni kryzysu niczego się nie nauczyli. Mnie natomiast zastanawia, że politycy nadal myślą, że będą w stanie pozytywnie wpływać na gospodarkę! To tak jakby politycy nie odrobili lekcji z wielkiego kryzysu na początku ubiegłego stulecia.

Obama myśli, że regulacja ochroni nas przed kryzysami w przyszłości. Mnie, piszącemu z zaściankowej lokalizacji, z kraju, którego pewnie prezydent USA nie byłby w stanie pokazać na mapie, wydaje się jednak, że nadmierna regulacja może jedynie pogłębić nadchodzącą drugą falę kryzysu. Obym się mylił, ale odkąd banki zaczęły funkcjonować, zawsze po kryzysie bankowym nadchodziła druga fala obejmująca gospodarkę.

Prezydenta Obamę warto posłuchać w oryginale

Obama chce nowej regulacji sektora finansowego. Zapowiada największe zmiany od okresu „Wielkiej Depresji”. Po pierwsze, chce stworzyć nową agencję ochrony konsumentów. Po drugie, chce zmienić prawo, by nie pozostawić żadnych luk w systemie regulacji. Oznacza to regulację m.in. funduszy hedgingowych, funduszy private equity, instrumentów pochodnych i wszystkiego, co może mieć jakikolwiek związek z finansami. FED ma według niego stać się super-regulatorem. Między wierszami usłyszeć można chęć regulacji ogólnoświatowej. Prezydent stwierdził, że toczone są już rozmowy z Ministrami Finansów poszczególnych krajów.

Jeśli mu się uda FED zostanie super nadzorcą. A kto będzie nadzorował FED?

Na zakończenie dodam tylko, że niewiele osób wie, że FED jest prywatną organizacją. Żeby było ciekawiej wspomnę tylko, że nikt nie wie kto jest prawdziwym właścicielem tej organizacji, która ma licencję na drukowanie pieniędzy. A więc kolejny przyczynek do rozwoju spiskowej teorii dziejów.

Dla wtajemniczonych – Pan na zdjęciu poniżej odegrał ponoć dość ważną rolę w tej teorii 🙂

Cykle Kondratiewa

Dzisiejszy wpis w wielkim skrócie i do późniejszej edycji.

Dokładnie 142 lata temu Karl Marx opublikował „Kapitał”. To co dzieje się teraz w państwach kapitalistycznych zmierza w podobnym kierunku jak w drugiej połowie XIX wieku. Przypomniały mi się słowne utraczki z Rogerem Cotterellem, moim wykładowcą socjologii prawa, który był zaciekłym marksistą. Nie cierpiałem go, a i on pewnie za mną nie przepadał. Miałem nadzieję, że razem z Marksem będę mógł wyrzucić go z pamięci. Dziś jednak powrócił i, jak widzę, zrobił karierę akademicką na QMC.

Ale do rzeczy. 142 lata/2= 2 cykle Kondratiewa. Tak mi się na szybko skojarzyło i wygląda na to, że coś jest w tej teorii.

Cykl Kondratiewa
Cykl Kondratiewa

Wykres z Wikipedii

Jeśli więc cykle mają zastosowanie w rzeczywistości, a do tej pory miały, artykuły o końcu recesji wydają się lekko przedwczesne 😦

Nowa ekonomia?

Ostatnie kilka lat było bardzo dobre dla większości polskich biznesów. Kryzys 2008 roku nie uderzył nas tak ostro jak np. na Łotwie czy w Islandii. Przy lekturze nagłówków gazet wydawać by się mogło, że kryzys się już kończy i że udało się nam w Polsce prześliznąć bokiem. Niestety nie jestem pewien czy możemy być aż tak optymistycznie nastawieni.

Powodów jest wiele. Począwszy od deficytów budżetowych, poprzez sekwencyjne reakcje poszczególnych rządów, psychologię tłumu, tysiące innych przyczyn i skutków, na restrykcyjnych zmianach wprowadzanych do polityk kredytowych banków kończąc.

Wśród tych negatywnych faktów gospodarczych jest też jeden pozytywny. Prawdopodobnie zaczyna się nowa era. Rewolucja, która zmieni model biznesu jaki znamy. Niestety, ta pozytywna zmiana spowoduje, że wiele tradycyjnych biznesów wyginie jak dinozaury. Jesteśmy bowiem świadkami tworzenia się nowej ekonomii, która kiełkuje na zgliszczach przedostatniego kryzysu spowodowanego pęknięciem bańki .com i która ma szansę przyśpieszyć swój wzrost dzięki przetrzebieniu biznesowego lasu przez ostatni kryzys bankowy.

Pierwszy pojawił się offshoring. Spowodował drastyczne przyśpieszenie globalizacji i radykalną zmianę w myśleniu menedżerów wielkich korporacji. Spowodował też przyśpieszony wzrost gospodarek państw rozwijających się. Wyłapał to Tom Friedman w książce „Świat jest płaski”

Kolejne kiełki zaczęły rozkwitać w sferze techniki i technologii. Postęp w tej dziedzinie jest tak szybki, że większość z nas pozostaje w tyle. By jako tako za tym postępem nadążyć, konieczna jest radykalna zmiana w myśleniu. Zmiana na tyle głęboka, że wywołuje w nas olbrzymie opory. Wymaga bowiem również zmiany systemu wartości. Za przykład może posłużyć tu choćby zmiana podejścia do eutanazji i ostatnie wyroki sądu najwyższego w Wielkiej Brytanii. Postęp w medycynie powoduje, że w społeczeństwach wysokorozwiniętych co roku wydłuża się o kwartał oczekiwany okres dożycia. Jeśli więc przeżyję jeszcze 40 lat, to statystycznie żyć będę jeszcze dodatkowe 10. Dzięki spodziewanym postępom w naukach medycznych zaczynam mieć szanse na życie wieczne. To dość rewolucyjna zmiana w systemie wartości większości z nas.

Dorasta też pierwsze pokolenie wykształcone w dobie powszechnego internetu. Pokolenie to ma inne oczekiwania i inny poziom wiedzy. Pokolenie, które w swoim rozwoju nie potrzebuje tradycyjnych autorytetów. Zamiast tego siada przy komputerze, bądź wyciąga komórkę i zdobywa potrzebną wiedzę poprzez google, wiki i portale społecznościowe.

Patrząc na zachodzące zmiany, zaczynam czuć się jak jeden z bohaterów książeczki Spencera Johnsona „Kto ukradł mój ser?” Dodam tylko, że chcę się raczej identyfikować z tym bohaterem, który wyrusza w labirynt w poszukiwaniu nowego magazynu sera.

Większość z nas odrzuca docierające do nas komunikaty o nowej ekonomii. Społecznie zachowujemy się jak poddani w bajce Andersena „Nowe szaty cesarza”. I tak jak w tej bajce, potrzeba nieświadomego dziecka, które wykrzyknie, że król jest nagi. Sukces Google, Wikipedii, czy Skype już dawno obnażyły tradycyjnych inkumbentów, a my udajemy, że tego nie zauważamy.

Kolejne drzewo kiełkujące w marketingu zauważone zostało w książce Chrisa Andersona „Free. The Future of a Radical Price” . Zachęcam do pobrania audiobooka ze strony autora tutaj:

a ja wybieram się na popołudniową przejażdżkę rowerem

Powrót protekcjonizmu?

Na Bloombergu pojawił się właśnie artykuł o wprowadzeniu 35% cła na import chińskich opon.

Czy rozpocznie to nową spiralę protekcjonistycznych działań? Wyobraźmy sobie teraz taki scenariusz – Chiny w odwecie wprowadzają cła na amerykańskie oprogramowanie. Amerykanie w odwecie wprowadzają wysokie cła na komputery. W którymś momencie Chiny rezygnują z USD jako waluty rozliczeniowej i wycofują się z finansowania deficytu w USA. Czy taki scenariusz jest możliwy?

Czy dzisiejszy dzień wejdzie do kalendarza jako koniec epoki wolnego handlu?

Na pewno nie pomoże to w zakończeniu negocjacji Doha pomiędzy USA i Chinami. I jeszcze jedna refleksja. Czy w zamian za tym działaniem nie pojawią się cła na usługi i produkty z Indii, Brazylii i innych bardziej konkurencyjnych krajów? Podejrzewam, że amerykańscy lobbyści poświęcili już weekend i ostro zabrali się do pracy.

„Call Girls” w Krynicy

Ten prowokacyjny tytuł książki Artura Koestlera odzwierciedla moje odczucia przy obserwacji XIX Forum Ekonomicznego w Krynicy. Z konkurujących paneli najciekawiej prezentuje się obecnie Forum Energetyczne, choć dotychczasowi prezenterzy wydają się być najbardziej zainteresowani ustawą kominową.

W panelu który chciałem obserwować „Makroekonomia” jak na razie wieje nudą. Towarzystwo wzajemnej adoracji zamiast skoncentrować się na istotnych problemach dokonuje nieudolnych autoprezentacji.

Organizatorzy Forum potrafili ściągnąć wspaniałe osobistości. Niestety, stworzyli im warunki, które przypominają akademię szkolną z lat 70-tych. I tak zaprzepaszczono kolejną szansę na promocję naszego kraju.

I kolejna refleksja – czy w naszym kraju naprawdę tak trudno poprosić prezesów największych spółek o przygotowanie profesjonalnych prezentacji na określony temat?  Czy też mamy wysłuchiwać wypowiedzi „Jak Kali ukraść krowę to dobrze, jak Kalemu ukraść krowę to źle” – cytuję dosłownie wypowiedź jednego z prezesów! I wszystko to na forum, które chce gonić Davos.

Zakończę dość dyrektywnym i gorzkim komentarzem – organizatorom polecam wejście na stronę TED by wzorować się na nowocześniejszej formule spotkania; prezesom polecam wyjazd na jakieś dobre szkolenie z umiejętności prezentacji bądź wystąpień publicznych. Jedyna nadzieja, że uczestnicy ściągnięci z innych krajów uzyskają jakąś wartość dodaną w kuluarach