Dobra zmiana w podatkach

Wyczytałem właśnie, że do projektu nowelizacji Ordynacji wprowadzono przepis, zgodnie z którym podatnicy prowadzący księgi podatkowe za pomocą programów komputerowych mają być zobowiązani – bez wezwania ze strony organu podatkowego – do przekazywania drogą elektroniczną resortowi finansów danych z prowadzonej ewidencji VAT. Wygląda na to, że MF dąży do uzyskania całkowitej kontroli nad zapisami księgowymi i podatkowymi w firmach.

Podobne pomysły realizowane były w Trzeciej Rzeszy. 11 listopada 1937 roku wprowadzono tam jednolity plan kont, dzięki czemu niemiecka biurokracja miała możliwość sprawowania ścisłej kontroli podatkowej i analizowania rentowności przedsiębiorstw.

Jutro idę do biblioteki wypożyczyć „Historię społeczną Trzeciej Rzeszy” Richarda Grunbergera, bo z dnia na dzień widzę coraz więcej analogii. Wygląda na to, że IV Rzeczypospolita – świadomie bądź nieświadomie – wzoruje się na Trzeciej Rzeszy. Trzeba doczytać by przewidzieć jakie mogą być kolejne kroki.

Alphabet – wyniki pierwszego kwartału 2016

Wysłuchałem właśnie prezentacji wyników pierwszego kwartału 2016. To staje się już prawie monotonne. Wzrost przychodów w kwartale +17% r/r z 17 miliardów USD do ponad 20. Wzrost zysku netto za kwartał o 700 mln USD r/r, czyli średnio Alphabet generuje 1,4 miliarda USD zysku netto na miesiąc.

Najciekawsze jest to, że zatrudnienie r/r wzrosło z 55 tys do 64 tys osób.

Ciekawa jest też zmiana terminologii. Jeszcze rok temu mówiono głównie o Google i o jednolitym modelu biznesowym opartym na reklamie. Teraz oprócz Google i YouTube mówiono także o innych „zakładach”. Nie w znaczeniu zakładów pracy, a w znaczeniu spekulacyjnym –  jako „postawienie pieniędzy na przewidywany przebieg zdarzeń, wynik meczu, gonitwy, walki”.

bet – an act of risking a sum of money on the outcome of a future event

Jeśli ktoś zechce pobawić się w analizy, to dane źródłowe znajdują się tutaj:

https://abc.xyz/investor/news/earnings/2016/Q1_alphabet_earnings/

6,7 miliarda straty banku, który ma misję „Passion to perform”

Deutsche Bank ogłosił wczoraj, że w ubiegłym roku wygenerował 6,7 miliarda EUR straty, z zastrzeżeniem, że strata może się jeszcze pogłębić do zatwierdzenia sprawozdania finansowego 16 marca.

Czym spowodowana jest strata?

5,2 milarda EUR to koszty prawne i procesowe (głównie kary za oszukiwanie klientów i działanie na ich szkodę), jeden miliard na koszty restrukturyzacji i pół miliarda, które w ogłoszeniu zaginęło gdzieś między wersami – najprawdopodobniej strata operacyjna.

John Cryan uzasadnił tą stratę jako konieczną, by móc wreszcie realizować nową strategię 2020, która ma spowodować, że Deutsche Bank stanie się prostszą i efektywniejszą instytucją finansową z ograniczoną ilością produktów dla wybranych klientów, dla których bank będzie chciał zaoferować głębsze relacje.

Ciekaw jestem, czy za kilka lat jeszcze coś z tego banku zostanie… 28 stycznia zerkniemy na sprawozdanie finansowe za 4Q15 i zobaczymy co w cyfrach piszczy.

Źródło

Jak stracić 120 mln funtów (GBP) w pół roku

Trzeba mieć odpowiednie doświadczenie!

Według Bloomberga [źródło], trader, który w pół roku wygenerował 120 milionów funtów straty dla 5 banków podchodził do tego zadania już po raz trzeci. Poprzednio, w 2008 roku stracił 54 miliony funtów, a w 2013 roku milionów. Google twierdzi, że w Wielkiej Brytanii był powiązany z sześcioma już nieistniejącymi firmami…

Company search Alberto Statti

Cóż, ryzyko w Treasury powinno było wyłapać, że jego firmy bankrutowały już kilka razy. Tym razem podstawił swoją dziewczynę, która oficjalnie została dyrektorem firmy. Jej rodzina dostarczyła kapitał początkowy – ćwierć miliona funtów! Alberto był tylko jedynym pracownikiem zatrudnionym na podstawie umowy o pracę jako menedżer. Do pomocy miał dwóch młodszych traderów, którzy prowadzili własne działalności gospodarcze i zarabiali wyłącznie prowizję od transakcji. W sumie, handlowali mniej niż kwartał. W większości otwierali krótkie pozycje na obligacjach licząc na spadki cen. Firma mieściła się w jednym pokoju (dzielonym z inną firmą). Dziwi mnie, że w bankach dostali tak wysokie limity.

W obecnych czasach strata w wysokości 120 milionów jest prawie niezauważalna, gdy banki płacą wielomiliardowe kary, by nie przyznać się do łamania przepisów. Jest to jednak chora sytuacja. Wydaje mi się, że kluczowym czynnikiem sukcesu naszego tradera w generowaniu straty była presja na wynik w bankach. Gdy spadły stopy i zamarł handel, dealerzy banku cieszyli się chyba, że znaleźli jelenia, który chciał grać wbrew rynkowi. I tylko dlatego udało mu się tym razem dobrnąć do 120 milionów. A można było spokojnie takiej sytuacji uniknąć, gdyby zrobiono analizę 4 filarów.

 

O wycenie firm raz jeszcze

W ubiegłym tygodniu prowadziłem szkolenia, w których uczestnicy musieli m.in. wycenić nabywaną firmę. Stosowali różne techniki, by uzasadnić swoje decyzje – https://miropress.pl/finanse/wycena-spolek/

W jednej grupie, adrenalina spowodowana konkurencją i ograniczonym czasem na podjęcie decyzji przyczyniła się chyba do wyceny na poziomie wielokrotności przychodów. Grupie udało się wygrać przetarg, natomiast nie do końca wiedzieli jak wygenerować zysk na tej transakcji (ROI). W tym samym czasie, jak donosi Gazeta Wyborcza: „Bridgepoint kupuje Smyka za ponad miliard złotych„. Czytaj dalej O wycenie firm raz jeszcze

LPP a IPO InPost

Chciałem dziś opublikować analizę InPost. To najciekawsze emisja publiczna w tym roku. Nie chodzi tu bowiem o spółkę prezentowaną jako konkurenta Poczty Polskiej, a o firmę kurierską i sieć paczkomatów. Dostarczanie listów (kontrakt z sądami i prokuraturą) było tylko dźwignią, która umożliwiła spółce skokowy rozwój. Dla mnie ta działalność jest zupełnie nieistotna, usługa jest schyłkowa i wkrótce zostanie wyparta przez substytuty. Dlatego też nie przejmuję się zbytnio tym, że utrzymanie tego kontraktu może się nie udać.

Analizy jednak nie opublikuję. Celowo powstrzymuję się od tego i tłumaczę szybko dlaczego tego nie zrobię – wszystko widać na wykresie ceny akcji LPP w nagłówku wpisu. Kupiłem akcje tej firmy po 30 zł (nie pamiętam już dokładnie po ile, ale gdzieś w tych okolicach). Sprzedałem wkrótce potem po 300 zł za sztukę.Moje analizy i moja wiedza mówiły mi, że akcje są przewartościowane i wyżej już nie urosną. Była to jednocześnie chyba jedna z najgorszych decyzji biznesowych w moim życiu. I tyle.

Jeśli ktoś chce się bawić w analizy, zachęcam do lektury prospektu emisyjnego, który znajdziecie tutaj https://inpost.pl/pl/pierwsza-oferta-publiczna/prospekt-emisyjny

Decyzje o inwestowaniu każdy musi podjąć sam. Chciałem tylko przypomnieć o wzorze na pieniądze

Dogfight czyli jak Apple i Google poszło na wojnę i zaczęło rewolucję.

DogfightŻałuję, że nie przeczytałem tej książki wcześniej.

Gdy została po raz pierwszy wydana, odłożyłem ją na półkę. Nie pamiętam już dlaczego. Czy dlatego, że miała kiepskie recenzje? Z powodu okładki? A może ze względu na kiepski tytuł?

Coś w tym musiało być, bo w niecały miesiąc po promocji książka została wydana pod zmienionym tytułem. Nowy też nie jest lepszy. Czytaj dalej Dogfight czyli jak Apple i Google poszło na wojnę i zaczęło rewolucję.

Inwestycje alternatywne – wino

W tym roku nie warto inwestować w wina francuskie i hiszpańskie. Ze starego kontynentu liczą się tylko wina włoskie. A właściwie to tylko Brunello di Montalcino 2010.

W ostatniej dekadzie najlepsze były roczniki 2001, 2004, 2006 i 2007. Według ekspertów, najlepszy był jednak 2010 rok. A więc co kupować?

Brunello di Montalcino DOCG 2010:

Poggio di Sotto
butelka za 130 EUR
Ostatni rocznik wyprodukowany przez Piero Palmucci przed sprzedażą wytwórni win.

Salvioni – La Cerbaiola
butelka za 127 EUR
Pierwszy rocznik pod przywództwem Alessii Salvioni, która przejęła stery nad rodzinnym biznesem

Pieve Santa Restituta Sugarille
butelka za 104 EUR
Tu podoba mi się duet ojca i córki w zarządzaniu

Pogio di Sottobrunello-di-montalcino-docg-2010-salvioni-la-cerbaiolaGaja Pieve Santa Restituta Brunello di Montalcino Sugarille

Tu dodatkową zaletą inwestycji będzie to, że jeśli powiodą się nam inne inwestycje, zawsze będziemy mogli nasze wina skonsumować 🙂

Pies ogrodnika, czyli jeden z głównych problemów polskiego biznesu

Z Wikipedii: Pies ogrodnika – związek frazeologiczny będący określeniem pejoratywnym. „Psem ogrodnika” jest zwykle nazywany ten, kto uniemożliwia lub utrudnia innym osobom dostęp do jakichś pożądanych przez nie dóbr (rzecz, stanowisko zawodowe, społeczne, partner życiowy itp.) pomimo lub dlatego, że sam nie może tych dóbr zdobyć lub czerpać z nich pożytku. Potocznie występuje niekiedy z dodatkowym objaśnieniem: „sam nie zje i drugiemu nie da„.

Kilka dni temu przeczytałem pewien felieton o Orlen Warsaw Marathon. Krew się we mnie zagotowała.

Autor zaczął od stwierdzenia, że pieniądze w bieganiu są ważne, bo umożliwiają profesjonalne przygotowanie imprez, przybliżają je do standardów światowych i tym samym dają radość biegaczom.

W jego ocenie, OWM zorganizowany jest prawie perfekcyjnie, ale… Czytaj dalej Pies ogrodnika, czyli jeden z głównych problemów polskiego biznesu