Jak sprzedaż sieci stacjonarnej przez Telecom Italia może wpłynąć na przyszłość włoskiej telekomunikacji?

Jak podaje dzisiejszy Financial Times, rząd włoski zatwierdził właśnie sprzedaż sieci stacjonarnej Telecom Italia (TIM) amerykańskiej firmie private equity KKR. Tym samym za 19 mld EUR, TIM stanie się pierwszą grupą telekomunikacyjną w Europie, która zrezygnowała z sieci stacjonarnej. źródło.

Ciekawym elementem dealu jest to, że sprzedawany jest majątek strategiczny dla kraju. Dlatego też, rząd Włoch zamierza wydać 2,2 miliarda euro na 20% udział w konsorcjum. W uzasadnieniu podano, że spowoduje to zmniejszenie cyfrowego zapóźnienia między Włochami a resztą Unii Europejskiej, co stanowi ważny krok w procesie transformacji cyfrowej. Ale czy na pewno?

Sprzedaż ta jest częścią planu strategicznego dyrektora generalnego TIM Pietro Labrioli, który ma na celu redukcję zadłużenia i restrukturyzację byłego krajowego monopolisty telefonicznego. Efektem ubocznym będzie redukcja zatrudnienia o 50%, czyli zwolnienie 20 tys. pracowników.

W kontekście tej transakcji zasadne jest pytanie o nieprzewidziane konsekwencje dla włoskiej telekomunikacji, zarówno pozytywne, jak i negatywne. I tutaj nasuwa mi się casus sprzedaży miejsc parkingowych w Chicago. Po raz pierwszy usłyszałem o tym w podcaście „Cautionary Tales: Miasto, które sprzedało się Wall Street”. Tim Harford najpierw opisuje w nim historię transakcji, a następnie rozmawia z autorem książki „Paved Paradise. Jak parkowanie tłumaczy świat” – polecam zarówno podcast jak i książkę.

W 2008 roku Chicago sprzedało za nieco ponad 1 miliard dolarów prawo do pobierania opłat parkingowych w mieście na 75 lat. Nabywcą była firma stworzona przez bank inwestycyjny Morgan Stanley. Radni miasta byli przekonani, że to świetny interes, ale szybko okazało się, że nie tylko stracili dochody z parkowania, ale także kontrolę nad ulicami. Umowa miała katastrofalne skutki dla miasta i jego planów rozwoju. Nie dość, że prywatna firma mogła narzucać swoje warunki i dowolnie podwyższać opłaty to miasto nie mogło utworzyć wydzielonych dróg dla rowerów, bo to ograniczało miejsca do parkowania. Nie mogło też przeprowadzić remontu ulic, chyba że wykupiło miejsca parkingowe na czas remontu. Nie mogło też organizować imprez masowych (bez wysokich opłat), zezwolić na ogródki przed restauracjami w czasie Covid-19, czy choćby poprawić bezpieczeństwa pieszych poprzez ustawienie zakazu parkowania przed przejściami.

W dużym skrócie – miasto wydało zarobione pieniądze i utraciło kontrolę nad swoimi ulicami, bank z inwestorami uzyskał zwrot z inwestycji po 10 latach i ma jeszcze ponad 60 lat czerpania zysków z tej transakcji. W poszukiwaniu korzyści musimy odwołać się do książki.

W książce Henryk Grabar bada, jak parking wpływa na świat, zarówno pod względem historycznym, ekonomicznym, społecznym, politycznym, kulturowym, a nawet psychologicznym. Autor pokazuje, jak parking kształtuje nasze miasta, nasze zachowania, nasze środowisko i naszą cywilizację. Chicago jest tylko jedną z ilustracji. Dla nas najciekawsze jest tu to, że oprócz wielu negatywnych konsekwencji chicagowskiej transakcji, autor znajduje także pozytywne elementy – mniejszy ruch w mieście, lepsze wykorzystanie publicznego transportu, mniejsze zanieczyszczenie powietrza. Ale czy bilans wychodzi na zero?