Zgromadzenie akcjonariuszy Google

 

Obejrzałem dziś rano walne akcjonariuszy Google i mam mieszane uczucia. Nie wiem czy dlatego, że Eric Schmidt rozpoczął od „najważniejszego pytania dnia” – Jak smakowało jedzenie? – po czym stwierdził, że była to największa wartość dodana dla akcjonariuszy, wynikająca z walnego zgromadzenia.

Odczułem to jako pogardę dla akcjonariuszy przebijającą przez „dowcip”, od którego chciał zacząć spotkanie. Po obejrzeniu tego kiepskiego „przedstawienia”, bo tak można spokojnie określić Google AGM, pozostaje mi duży niesmak. Owszem, jestem w stanie zrozumieć, dlaczego Google rozwadnia prawa głosów dotychczasowych akcjonariuszy (chcą koncentrować się na długoterminowych projektach, a nie krótkoterminowych zyskach – i chwała im za to!), nie chce płacić większych podatków, nie chce większościowych decyzji przy głosowaniu każdego z dyrektorów osobno, itd. itp. Ale, z drugiej strony, można było to samo osiągnąć z większą klasą – vide Warren Buffet i jego słynne wydarzenia pt. „Walne Zgromadzenie Akcjonariuszy”. To nie tylko okazja do poprawy relacji inwestorskich, ale i do wygenerowania dodatkowej reklamy i sprzedaży dla spółek zależnych! Tak, sprzedaży, bo w trakcie AGM Berkshire Hathaways sprzedaje się akcjonariuszom bardzo dużo produktów.